22 stycznia 2017

Ferie

W tym roku ferie zimowe spędziliśmy w Bukowinie Tatrzańskiej.  Wyjechaliśmy na siedem dni, a mam wrażenie, że minęły przynajmniej dwa tygodnie. Tak bardzo odcięłam się, od codzienności, że straciłam rachubę czasu. Odpoczęłam i naładowałam akumulatory pomimo tego, że był to bardzo aktywny wypoczynek. Czasem miałam ochotę zostać w hotelowym pokoju i odpocząć, ale motywowałam się do wyjścia i aktywnego spędzenia czasu. Było dużo spacerów, jazdy na sankach i zabawy w śniegu. Borys uwielbiał te nasze zimowe eskapady - potrafił spać przez 3 godziny opatulony w swoim wózku. Emil szalał i nigdy nie miał dość, ale gdy przychodził wieczór, zasypiał w kilka minut... my zasypialiśmy chwilę po nim i spaliśmy wszyscy do 7.30 - to naprawdę świetny wynik! Wczoraj po południu wybraliśmy się na kulig. Była jazda saniami, ognisko,pieczenie kiełbasek i oscypków a na koniec powrót z płonącymi pochodniami - chyba nie muszę pisać, kto miał najwięcej frajdy. Lepszego zakończenia zimowych ferii nie mogliśmy sobie wymarzyć. 












Pierwszy raz od dawna poczułam też, że chcę wrócić do pracy i, że brakuje mi zawodowej aktywności. Coraz częściej moje myśli zaczynają wirować wokół spraw zawodowych i czuję takie dziwne mrowienie w nogach i całym ciele. Budzi się we mnie energia do działania i czas najwyższy zacząć ją pożytkować. Wychowywanie dzieci to piękna sprawa, brakuje mi jednak równowagi pomiędzy rodziną a pracą. W tym momencie życie rodzinne i domowe to 100 % mojego zaangażowania i wiem już, że nie jestem stworzona do takiego funkcjonowania w dłuższej perspektywie. Im więcej mam różnorodnych zadań tym łatwiej jest mi się zorganizować, działać i cieszyć się z tego co mam. Wiem też, że  zostając z dziećmi w domu na "cały etat" nie będę w pełni szczęśliwa. Muszę jak najszybciej odnaleźć wewnętrzną równowagę i to właśnie teraz jest "ten czas". Chciałabym bardzo powoli wracać do pracy, tak by dzieci nie odczuły tego drastycznie. Głównie chodzi mi o Borysa - bardzo przeżywa każde nasze rozstanie. Emil jest już bardziej otwarty na innych i jak na razie dobrze klimatyzuje się w przedszkolu. 

Zapowiada się aktywny i pełen zmian rok! 




3 komentarze:

  1. Cudowne ferie mieliście. Emil pewnie był w siódmym niebie, a Borysek pooddychał górskim powietrzem. Podziwiam Cię za takie aktywne eskapady z dwójką maluchów. Czy zabieracie babcię do pomocy czy dajecie radę sami wszystko ogarnąć. Mnie przerażają wszelkie dalsze wyjazdy z jednym dzieckiem

    OdpowiedzUsuń
  2. To prawda, będzie co wspominać:) Wszelkie wyjazdy - sami ogarniamy. Nie jest łatwo, i czasem padamy ze zmęczenia, ale warto! Dziadkowie pomagają nam często, ale w domu. Zauważyłam, ze z wyjazdu na wyjazd jest nam łatwiej i jesteśmy lepiej zorganizowani. Ten wyjazd to pierwszy z serii zimowych i było naprawdę gorąco. Kombinezowny, termosy z gorącą wodą, wózki, sanki - ach! Naprawdę będzie kiedyś co wspominać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję za odpowiedź. Zmotywowałaś mnie do zorganizowania jakiegoś wypadu, bo rzeczywiście wspomnienia są najważniejsze. Dla dzieciaków frajda i rodzice zmienią trochę otoczenie. Grunt to dobra organizacja i logistyka. Może kiedyś napisałabyś o Waszych przygotowaniach do wyjazdów i jak organizujecie sobie dzień. Pozdrawiam gorąco:)

    OdpowiedzUsuń