16 lutego 2017

Mój sekret

Podobno brak czasu to mit, ludzie znajdują czas na to, co jest dla nich ważne. Problem zaczyna się wtedy, gdy wszystko, co w życiu robimy wydaje się ważne. Rodzina, dom, praca, kariera, sukces, szczęście, zdrowie... Czy drobiazgowość, niekończące się ambicje i równianie w górę, a nie w dół - nie pozwoli już nigdy na zatrzymanie się w tym całym szaleństwie. Ja, jeśli zatrzymam się na chwilę, by złapać oddech, wyluzować to później muszę pracować dwa razy wydajniej i szybciej by nadrobić ten czas. Czy cały czas chcieć więcej to źle? Czy marzenie o nagrodzie już na samym starcie jest czymś złym. Każdy sposób motywowania się do działania jest dobry. Oprah Winfrey powiedziała kiedyś, że w życiu można mieć wszystko. Po prostu nie można mieć wszystkiego jednocześnie. Już wiem, że muszę popracować nad priorytetami. To moja praca domowa na najbliższe tygodnie. 

I może właśnie w tym tkwi cały sekret. Że prędzej czy później osiągniesz swój wymarzony cel i cele. Najważniejsze to robić swoje. Nie poddawać się. Nie zatrzymywać. Nie użalać się, nie zazdrościć. Działać. Każdego dnia upadać i podnosić się. Otaczać się osobami, które dodają energii, a nie odwrotnie. Uśmiechać się zawsze i do wszystkich. Rozmawiać, dyskutować, nie wywyższać się. Robić mniejsze rzeczy, by osiągać te większe. Pomagać innym, ale nie bać się prosić o pomoc. Nie ukrywać swoich poglądów i być sobą. Nie bać się krytyki, a wyciągać z niej wnioski. Przyznawać się do błędów. Żyć. 


Jeśli nie umiesz latać, biegnij. Jeśli nie umiesz biegać, chodź. Jeśli nie umiesz chodzić, czołgaj się. Ale bez względu na wszystko – posuwaj się naprzód. - Martin Luther King





9 lutego 2017

Jesteś tym co jesz.

Od kilku dni w mojej głowie kłębią się myśli dotyczące jedzenia. Nie w sensie diety czy zrzucania kilogramów, a kwestii jedzenia mięsa.  Tego, czy jedzenie mięsa naprawdę nam szkodzi i czy powinnam ograniczyć jedzenia mięsa mojej rodzinie. 

W domu rodzinnym mojego męża i moim mięso jadło się od zawsze. Było to i jest całkowicie naturalne, normalne i powszechne. Mięso jest składnikiem prawie każdego obiadu. Każda zupa robiona jest ma mięsnym wywarze. Mięso jedli moi dziadkowie, moi rodzice, jemy i my i nasze dzieci. Wczoraj rozmawiałam o tym przez chwilę z moją mamą. Wspomniała o tym, że jej rodzice co prawda zawsze jedli mięso, ale w sumie nigdy nie jedli go dużo. W czasie okresu wojennego, gdy żyli bardzo skromnie, mięso jadało się raz w tygodniu - było to raczej wynikiem biedy, aniżeli kwestii ideologicznych czy zdrowotnych. 

Nigdy wcześniej (z jednym wyjątkiem, o którym napiszę za chwilę) nie eliminowałam mięsa ze swojej diety. Co się stało? Usłyszałam wprost (w tv), że jedzenie mięsa jest złe dla naszego organizmu. Że jedzenie mięsa bardzo nam szkodzi i jest przyczyną wielu chorób, w szczególności tych o podłożu rakowym. Usłyszałam, że jedzenie przynajmniej dwóch plasterków wędliny dziennie zwiększa diametralnie zachorowanie na raka przełyku! No dobrze, pomyślałam. Zgadzam się z ty, bo wiadomo wędliny i inne mięsne przetwory zawierają masę niezdrowej chemii, ale co z mięsem nieprzetworzonym, poddanym tylko krótkiej obróbce termicznej, typu gotowanie, duszenie? 

Zaczęłam szukać w sieci i znalazłam dziesiątki artykułów dotyczące działania mięsa na nasz organizm (w szczególności tego czerwonego): 1 2 3 . Temat rudny, niedający zamknąć się w jednej szufladzie. Wiem. Temat budzący wiele kontrowersji. Niejednoznaczny.

Temat, który kilka lat temu zaczęłam zgłębiać, ale po pewnym czasie wróciłam do starych przyzwyczajeń. Kilka lat temu bardzo chciałam zostać mamą. Życie pisze różne scenariusze i nie wszystko układało się po mojej myśli. To długa historia być może na odzielny wpis. Śmieję się czasem, że mogłabym napisać książkę. Teraz napiszę Wam tylko, że gdy specjaliści rozkładali ręce - uratowała mnie dieta. Całkowicie wyeliminowałam czerwone mięso i mięso silnie przetworzone (wędliny, parówki, pasztety itp). Przez pół roku może więcej, nie miałam w ustach schabu czy wołowiny. Od czasu do czasu jadłam białe mięso i dużo ryb. Zmieniłam również inne nawyki żywieniowe. Jadłam zdrowo. Czułam się fantastycznie. Dzisiaj jestem mamą dwóch wspaniałych chłopców! Wierzę, że właśnie dieta miała tu kluczowe znaczenie. 

W najbliższym czasie na pewno zredukuję liczbę mięsnych posiłków w ciągu tygodnia. Nadal będę czytać i szukać. Mam zamiar wprowadzić więcej roślinnych przepisów do naszej rodzinnej diety. Nie jestem gotowa by całkowicie rezygnować z mięsa, na pewno nie teraz. Za mało wiem w tej sprawie. Nie oceniam. Nie stawiam się po żadnej ze stron. Rozważam. Szukam tego co dobre dla mnie i mojej rodziny. 




Jeśli możecie - to polećcie mi książki z przepisami lub strony w sieci gdzie znajdę pomysły na takie dnia. Chętnie również poznam Wasze zdanie w tym temacie. 


7 lutego 2017

Masa plastyczna

Emil uwielbia "robić ciacha" dlatego wczoraj przygotowałam dla niego masę plastyczną. Do jej przygotowania użyłam dwóch składników: mąki ziemniaczanej i balsamu do ciała. Proporcje to mniej więcej szklanka mąki ziemniaczanej i 7-8 łyżek balsamu do ciała. Łączymy składniki i wyrabiamy ręką jak ciasto. Możecie wykorzystać nieużywane balsamy lub kupić najtańszy, jaki znajdziecie w sklepie. 

Masa wychodzi jedwabista, mięciutka i pachnąca (jeśli balsam ma zapach). Pięknie się wyrabia i powstaje w kilka chwil. Jest bardzo plastyczna, da się kroić, wykrawać. Nie klei się do rąk. 

Przyjemnej zabawy! 





5 lutego 2017

Weekend

To był domowy, ale raczej pracowity weekend. Był czas na pizzę i deser. Na niedzielny dwudaniowy obiad. Na zakupy i sprzątanie. Było dużo zabawy z chłopcami i trochę mniej czasu na relaks. Te dwa i pół dni minęły zdecydowanie za szybko. Czeka na nas nowy tydzień. Czeka przedszkole Emila, kilka spraw, które muszę załatwić i wyjazd S. 








Niedziela wieczór to czas dla mnie. Najpierw maski i maseczki a później relaks z książką. Wybrałam peeling do twarzy STARSKIN. Kupiłam kilka tygodni temu w Douglasie i nie miałam jeszcze okazji go wypróbować. W opakowaniu znajduje się peelingująca gąbeczka nasączona między innymi kwasami. Masujemy nią twarz przez kilka minut, a w trakcie  masażu wytwarza się piana. Oczyszcza, wygładza, rozjaśnia i usuwa martwy naskórek. Jedno opakowanie wystarcza na ok. 3 użycia. 

Na stopy nałożyłam maskę złuszczającą Cettua w formie skarpetek, nasączonych kwasami i składnikami pielęgnującymi. To już moja kolejna maska tego typu. Tą kupiłam w drogerii Hebe. 

Na koniec książka - Amerykański Sen Sama Waltona. Pisałam o niej w poprzednim poście. 




1 lutego 2017

Amerykański sen

Kryminały, biografie ludzi sukcesu i książki na pograniczu psychologi i ekonomii to zdecydowanie te, które czytam najchętniej. Tak, czytam. Wracam na dawne tory i coraz częściej znajduję czas na czytanie właśnie. Korzystam i pochłaniam kolejne pozycje. To jedna z przyjemniejszych form relaksu. Kilka dni temu w moje ręce wpadła książka Amerykański Sen Sama Waltona. Sam Walton to twórca sieci Wal Mart, czyli największej amerykańskiej sieci sklepów detalicznych. Książka Amerykański Sen to historia jego życia. Autentyczność, uczciwość, pracowitość, inteligencja biznesowa i szczęście to zdecydowanie główne czynniki jego wielkiego sukcesu. Książkę czyta się szybko i przyjemnie. 

Wieczorem, gdy chłopcy pójdą spać mam w planach długi prysznic i wieczór z książką. Po całym, zabieganym dniu, gdzie dzieci i domowe obowiązki są priorytetem taki wieczór to prawdziwy relaks dla ciała i duszy. Do tego kubek herbaty rumiankowej, ciepły koc i mąż. Właśnie w ten sposób regeneruję siły na kolejny dzień.