23 września 2016

Gryzak idealny i nasze sposoby na ząbkowanie

Gdy maluszek zaczyna nadmiernie się ślinić, cały czas pcha swoje paluszki i wszystko, co znajdzie się w ich zasięgu do buzi, zaczyna częściej budzić się w nocy i jest niespokojny to bardzo prawdopodobne, że już niedługo w jego buzi pojawi się pierwszy ząbek. Trudny to czas dla malucha i rodziców. Ja wielkimi krokami "wchodzę" w ten czas po raz drugi. Borys zaczyna budzić się w nocy co 2 godziny, a wcześniej przesypiał prawie całą. Moczy kilka śliniaków dziennie. Wkłada do buzi wszystko, co wpadnie mu w ręce a na widok gryzaka cały aż się trzęsie z radości. Dosłownie. Moje maleństwo uwielbia masaż dziąseł i to sygnał, że ząbkuje. Robię, co mogę, by choć troszkę mu pomóc, ale niestety całkowicie pozbawić go tego bólu nie mogę. Niestety. 

Pamiętam, że u Emila prawie każdy nowy ząbek był połączony ze złapaniem przez niego jakiejś infekcji. W okresie ząbkowania bardzo spadała mu odporność (był kaszel, była gorączka, czasem katar, były odparzenia, często biegunki). Ząbek się przebijał, a potem wszystko się uspokajało. Po pewnym czasie po tych objawach wyczuwałam, że kolejny ząbek jest już blisko. 

Czy istnieje idealny sposób na ząbkowanie? Czy można maluszka całkowicie pozbawić tego bólu? Niestety nie. A cierpienie dziecka to dla rodzica najgorsza rzecz na świecie. Dlatego próbowałam i nadal próbuję pomóc moich chłopcom. Mam już pewne doświadczenia, mam sprawdzone produkty i tego będę się trzymać. Na pewno z mniejszym strachem podam drugiemu synkowi preparaty apteczne - przy Emilu bardzo to przeżywałam - długo zwlekałam z podaniem Paracetamolu w syropie a prawda jest taka, że w najgorszych momentach tylko dzięki niemu mógł spokojnie zasnąć i zapomnieć o bólu. 

To teraz konkrety. Gryziemy i masujemy. Poniżej ulubione gryzaki moich chłopców. 







1.Zyrafia Sophie - kultowy gryzak. Mam wrażenie, że w tej chwili ta mała żyrafa jest ulubionym gryzakiem Borysa. Pisałam o niej w tym poście (link), dlatego odsyłam do jego lektury.  Na jej widok cały się trzęsie z radości a tempo, w jakim ją chwyta i wkłada do buzi, jest równe prędkości światła. 

2. Gryzak z drewna klonowego MaMari Lullalove - nasze najnowsze odkrycie. Dwa lata temu, gdy Emil był malutki drewniany gryzak nie wydał mi się interesujący, teraz kupiłam go dla Borysa i uważam, że była to dobra decyzja. Gryzak jest bardzo poręczny, nie wyślizguje się z mokrych, uślinionych rączek. Borys bardzo lubi go gryźć. Wydaje mi się, że sposób w jako masuje on dziąsełka odpowiada mojemu maluszkowi. Być może fascynuje go również wyczuwalny zapach i smak drewna. Coś innego od znanego smaku mleka. Do gryzaka dołączona jest zawieszka, którą można przypiąć do ubrania i dzięki temu gryzak nie spadnie na ziemię. Budzi różne emocje, szczególnie u osób starszych. No bo jak to? Drewno do buzi? :) Jeśli pomaga, to czemu nie! 

3. Gryzaki wodne i gumowe. Klasyczne i najpopularniejsze. Można włożyć do lodówki a po wyjęciu będą chłodzić dziąsła. Ja nie lubię tego robić, bo po wyjęciu z lodówki są bardzo zimne i maleńkie rączki, które go trzymają w momencie stają się lodowate. Są tanie, do kupienia praktycznie w każdym sklepie z akcesoriami dla dzieci. My mamy ich naprawdę dużo, bo to jeden z najpopularniejszych prezentów dla maleństwa. 

4. Szczoteczki gumowe do masowania dziąseł - Rossman. Hit! Szczoteczkę nakłada się na palec i dzięki temu można w bezpieczny i precyzyjny sposób masować dziąsła maluszka. Wypustki są delikatne, nie ma mowy o podrażnieniu. A z reakcji moich chłopców wiem, że ten masaż dziąseł przynosi ulgę. W połączeniu z żelem Dentinox sprawdza się chyba najlepiej. 

5. Szczoteczki do nauki mycia zębów - Rossman. W komplecie są trzy szczoteczki. Dwie z gumowymi zakończeniami i jedna z klasycznym włoskowym. Te gumowe mogą służyć do mycia pierwszych ząbków ale też do masażu bolących dziąsełek. Szczoteczki mają zabezpieczenie - okrągłą blokadę, dzięki czemu dziecko nie włoży ich za głęboko do buzi. Używam ich po wcześniejszym posmarowaniu dziąsełek żelem Dentinox. Bardzo fajny i ciekawy produkt. 

6. Gryzak - smoczek Baby Ono. Ma kształt smoczka, którego część wkładana do ust odpowiada kształtowi dziąseł. Przypomina mi ochraniacze, których używają podczas walki Bokserzy. Gdy maluszek go zagryza, wypustki masują dziąsła. Według mnie ma najostrzejsze końcówki ze wszystkich podobnych gryzaków jakie mamy. Specjalna konstrukcja jest idealna do podawania żelu przeciwbólowego w bardzo higieniczny sposób. 



W momencie największego kryzysu związanego z ząbkowaniem Emila najlepiej sprawdził się żel Dentinox N i Paracetamol w syropku. Paracetamol podałam mu tylko kilka razy - gdy pojawiła się gorączka i problemy ze spaniem. Wcześniej konsultowałam się z lekarzem. Żelem smarowałam dziąsła, gdy był płaczliwy, nie chciał jeść i był rozdrażniony. U nas bardzo się sprawdził, opisane objawy mijały po chwili od użycia żelu. I jeszcze Camilia - homeopatyczny lek w formie płynu. Podawałam Emilowi i miałam wrażenie, że lepiej po nim spał. Będę w trudnych chwilach podawać Borysowi. I jeszcze jedna, najważniejsza porada. Gryzaczki, wszystkie maści, syropy są ważne. Najlepszym sposobem jest jednak tulenie, tulenie i jeszcze raz tulenie. To niezwykłe, jak ciepły kojący dotyk rodzica działa na maluszka. Uspokaja, wycisza, działa relaksująco. 


Bezbolesnego ząbkowania dla Wszystkich maluszków i do zobaczenia :) 







21 września 2016

Mini przewodnik po Krynicy Morskiej

Gdzie zjeść dobrą rybę w Krynicy Morskiej? Gdzie wybrać się na kawę? I gdzie jest najładniejsza plaża? Zapraszam Was na mój maleńki subiektywny przewodnik po Krynicy Morskiej. Miejscu, które już drugi raz wybraliśmy na nasz urlop z dziećmi. 


Rybę polecam zjeść w Karczmie Rybnej w Pensjonacie Polonia  (ul. Świerczewskiego 19 - po przeciwnej stronie fontanny). Ryby są pyszne, świeże i elegancko podane. Obsługa miła i bardzo pomocna. Duży plac zabaw wewnątrz i na zewnątrz restauracji - Emil był bardzo zadowolony. 



Desery, kawy, koktajle a także makarony i pizze - kawiarnia i restauracja MILANO (ul. Portowa 18). Można usiąść, można kupić na wynos. Wszystko świeżutkie, robione na bieżąco. Lody kremowe, maślane. Gofry chrupiące i świeże. Beza Pavlova idealna wręcz. Kawa aromatyczna. 





W tej kategorii polecam jeszcze bar na plaży Hakuna Matata (wejscie na plażę nr 24/przy hotelu Continental - bar po prawej stronie). Po sezonie, co prawda trudno tutaj o świeżą rybę - są mrożone, ale miejsce jest tak klimatyczne, że warto je odwiedzić. 100 % klimatu lata nad morzem. Polecam frytki i pizzę - naprawdę smaczne. Jest też dobra kawa i podobno smaczne drinki. 




Wejście na plażę nr 21 to miejsce prawie magiczne. Żeby do niego dotrzeć trzeba troszkę oddalić się od centrum i przespacerować lasem - leśna droga z Krynicy Morskiej na Piaski - wychodząc z wyjścia nr 24 należy kierować się w lewo. Po krótkiej wędrówce przez sosnowy las docieramy do szerokiego, wybrukowanego, bardzo łagodnego wejścia na plażę. Po sezonie plaża w tym miejscu jest praktycznie pusta. Można usiąść na piasku, zebrać myśli i ruszać dalej. 





Atrakcje dla dzieci 

Kolejka turystyczna czyli pociąg ciuchcia - wyjeżdża z centrum (po przeciwnej stronie mariny). Przejeżdża przez centrum miasteczka i jedzie do portu na plaży. Tam krótka przerwa i wraca z powrotem. 




Wesołe miasteczko. Zaczyna działać w maju i działa jeszcze długo po sezonie. Jest w samym centrum - nie sposób go nie zobaczyć. Karuzele dla maluszków i troszkę starszych dzieci. Są samochody, są łabędzie. Mój Emil był zachwycony. 



Aquapark w hotelu Continental. Miejsce idealne na niepogodę lub chłodniejszy dzień. W środku wodny plac zabaw dla dzieci i troszkę wodnych atrakcji. Na stronie hotelu można obejrzeć zdjęcia. Będąc w okolicy polecam również zrobić sobie wycieczkę do Aquaparku Reda w Gdyni. Z Krynicy Morskiej samochodem jedzie się ok. 1,5 h. To fenomen na skalę krajową. Mnóstwo atrakcji, zjeżdżalnie z których można zjeżdzać na specjalnych pontonach, rzeka, która przepływa przez cały aquapark i specjalne strefy dla dzieci - polecam skorzystać z opcji całodniowej. Można zabrać własne jedzenie i spokojnie wnieść je na teren aquaparku - jest strefa restauracyjna, ale jedzenie marne. Emil po całym dniu nie miał najmniejszej ochoty by opuścić to miejsce. 




Miejski plac zabaw przy fontannie - maleńki, ale w przyjemnym miejscu. Jest fontanna, jest zjeżdżalnia, są ławeczki. Fajne miejsce na krótki odpoczynek podczas spaceru. 


Port. Są statki, łodki, motorówki. Jest woda - dla dzieci już to jest atrakcją. My wybraliśmy się jeszcze na rejs po Zalewie Wiślanym. Około półgodzinna, bardzo spokojna wycieczka. Statek nazywa się Krystyna. Podczas rejsu można wejść do kabiny Kapitana, usiąść za sterem i zrobić sobie zdjęcie w kapitańskiej czapce. 





Trochę dalej... 

Z Krynicy Morskiej warto wybrać się na Piaski. To stara wieś rybacka znajdująca się na końcu polskiej strefy Mierzei Wiślanej - ok 4 km od granicy państwowej Polski i Rosji. Idealne miejsce by odpocząć od codziennego zgiełku i gwaru. Można się porządnie zregenerować -  nawet z dwójką małych dzieci. Jak napisała mi jedna z Was - miejsce idealne - wiatr wywiewa z głowy wszystkie głupoty. 



Gdzie jeszcze warto pojechać? Gdynia Orłowo - magiczne i piękne miejsce. ZOO w Gdańsku  - jedyne takie w Polsce. Ogromne - 125 hektarów powierzchni. Warto zaplanować wycieczkę na cały dzień - zabrać jedzenie i wygodne buty. 








I na koniec kilka słów o naszym hotelu. Zatrzymaliśmy się w hotelu Neptun, który z czystym sumieniem mogę Wam polecić. To jeden z kilkudziesięciu ośrodków NAT-u. Hotele zlokalizowane są w całej Polsce w świetnych lokalizacjach. Dobre, domowe jedzenie, ładne pokoje, czysto, zielono. Dla zainteresowanych - wszystko dobrze opisane na ich stronie internetowej. Nie będę się tutaj rozpisywać w tym temacie. Chcę tylko zasygnalizować  że planując wypoczynek w Polsce - warto sprawdzić ich ofertę. 





I to już wszystko. Muszę wracać do chłopaków bo budzą się z drzemek. 

Trzymajcie się ciepło i do następnego :) 


22 sierpnia 2016

Rozszerzanie diety niemowlaka - pierwszy etap



Dwa lata temu zaczynałam przygodę z rozszerzaniem diety dla mojego pierwszego synka. Teraz powoli przygotowuję się na wprowadzenie tej rewolucji w żywieniowym świecie drugiego syna. Borysa karmię wyłącznie piersią. Obecnie ma skończone 20 tygodni. 


Podczas rozszerzania diety będę się kierować pewnymi zasadami. Skąd czerpię wiedzę na ten temat? Z poradników i książek a moja ulubiona to "Mały smakosz" Annabel Karmel. Według mnie jest to najlepsza książka na temat karmienia dzieci i niemowląt, jaką mam. Wszystko wytłumaczone jest w prosty i przystępny sposób. Przepisów jest dużo, dania są proste, szybkie i smaczne. Jedyny minus to dostępność książki, a raczej jej brak. Polecam szukać w antykwariatach na portalach sprzedażowych lub wśród znajomych. Swoją kupiłam na allegro, gdy mój pierwszy syn Emil był malutki. Z przepisów korzystam do dzisiaj a teraz wracam do niej na nowo. W sieci bardzo lubię zaglądać na bloga MałgorzataJackowska.com







Pierwszy etap poszerzania diety dziecka (według zaleceń z w/w książki i wspomnianego bloga)  



Pierwsze dania 

Tydzień 1: 

1. Pierwsza marchewka po skończeniu 6 miesięcy. Przez pierwsze 6 miesięcy zamierzam Borysa karmić wyłącznie swoim mlekiem. Do tego czasu dzieci: "...nabywają umiejętności siedzenia z podparciem, osiągają dojrzałość nerwowo-mięśniową pozwalającą na kontrolowanie ruchów głowy i szyi oraz na jedzenie z łyżeczki. W okresie tym zanika odruch usuwania z ust ciał obcych, typowy dla okresu noworodkowego i wczesnoniemowlęcego...” - zainteresowanym polecam ten artykuł. Autorka wyjaśnia w nim czym się różni 4 od 6. 

2. Na pierwszy raz najlepsza będzie marchewka. 

Pierwsza marchewka (ok. 4 porcji) 
2 średnie marchewki. Obrać i pokroić. Wrzucić do niewielkiej ilości wrzącej wody i gotować pod przykryciem ok 25 min. - do miękkości. Blendować do momentu otrzymania gładkiego przecieru. Jeśli przecier będzie gęsty dodać odrobinę wody, w której gotowała się marchewka. Do "dziennej" porcji dodać odrobię oliwy z oliwek (kilka kropelek). Ważne! by do przecierów warzywnych robionych w domu dodawać np. odrobinę oliwy z oliwek lub oleju rzepakowego zimnotłoczonego - tłuszcze pomagają w przyswajaniu witamin i wartości odżywczych. 

Jaka ilość? 1-2 łyżeczki przez pierwsze dni, potem stopniowo będę zwiększać ilość. 



3. Pierwszy posiłek najlepiej jest podać wczesnym popołudniem ok 13-14. Najpierw  dobrze jest maluszka napoić się odrobiną mleka - by częściowo zaspokoić jego głód. 

4. Do zjedzenia pierwszej łyżeczki sprawdzi się mała - raczej płaska łyżeczka. 

5. Po tak małej ilości przecieru w pierwszych dniach dziecko na pewno będzie nadal głodny - trzeba je dokarmić mlekiem, by się najadło. 

6. Gdy ilość zjedzonego w porze obiadowej przecieru będzie wynosić ok. 130 - 150 g można przerwać dokarmianie mlekiem. Taka ilość powinna zaspokoić głód i wyeliminować jeden mleczny posiłek. 

Oprócz marchewki można podać dynię lub słodkiego ziemniaka. 


Tydzień 2: 

1. Do porannego - śniadaniowego karmienia można dołączyć owoce i/lub kaszkę ryżową. 

2. Na początek idealne będą jabłka. 

Pierwsze jabłuszko (ok. 5 porcji)

Dwa słodkie jabłka dowolnego gatunku, obrane i pozbawione gniazd nasiennych. Jabłka pokroić i wrzucić do małego rondelka. Dodać 4 - 5 łyżek wody i gotować pod przykryciem na małym ogniu ok. 10 min. Dokładnie zmiksować i gotowe! 

3. Owoce będą dodatkiem do porannego karmienia mlekiem. I podobnie jak z marchewką ilość powinna być zwiększana stopniowo. 

Oprócz jabłuszka można podać gruszkę lub banana. Następnie brzoskwinię. Jeśli banan jest dojrzały, nie trzeba go gotować. 


Tydzień 3 

1. W tym tygodniu powinny już być wprowadzone 2 dodatkowe posiłki. Obiad (stanowiący samodzielny posiłek) i owoce (same lub z kaszką ryżową) jako dodatek do porannego karmienia. 

2. Żeby urozmaicić posiłki można zrobić przecier z dwóch lub trzech owoców lub przecier wielowarzywny np. marchewka, pasternak i ziemniak.


Gdy dziecko polubi pierwsze nowe posiłki to czas na kolejne nowe smaki. Morele, śliwki, mango... Kalafior, brokuł, zielony groszek, cukinia ... 


W kolejnych tygodniach - w drugim etapie rozszerzania diety - przyjdzie czas na chude mięsko, ryby i żółtko. 


Oczywiście trzeba obserwować maluszka i na bieżąco korygować, zmieniać, dostosowywać do jego własnych potrzeb tę żywieniową rewolucję. 










Czekam na Wasze sugestie, porady,doświadczenia związane z poszerzaniem diety maluszka. Napisałam dla Was ten post jako mama, która niedawno przerabiała ten temat a za chwil kilka zmierzy się z tym ponownie. Dlatego, jeśli coś mogłabym zrobić lepiej - dajcie znać. 



12 sierpnia 2016

Puszyste racuchy z jabłkami

Mój ulubiony przepis na racuchy z jabłkami. Obiad pewniak. Zawsze wychodzi, wszystkim smakuje a jego przygotowanie, jest bardzo proste i szybkie. Z tego przepisu korzystam minimum raz w tygodniu. Racuchy są idealne na śniadanie, obiad, podwieczorek a nawet kolację. Mój Emil je uwielbia i sam miesza wszystkie składniki. 


Składniki: 
  • 1 jajko 
  • 3 łyżeczki cukru 
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 szklanka mąki 
  • 1 szklanka mleka 
  • 1 duże jabłko lub 2 mniejsze ( można oczywiście dodać więcej - ja często tak robię) 
  • olej do smażenia 
  • dodatki: cukier puder, owoce, syrop klonowy, sos czekoladowy, bita śmietana... ;) 

Przygotowanie: 

Do miski wbijamy jajko i dodajemy cukier. Ubijamy by powstała puszysta masa. Ręcznie lub mikserem bez przesadnej dbałości, ma się ładnie połączyć. Następnie dodajemy naprzemiennie mąkę połączoną wcześniej z proszkiem do pieczenia i mleko. Miksujemy bądź mieszamy tak jak ciasto na muffinki. Gdy nasze ciasto jest gotowe wrzucamy obrane i pokrojone na kawałeczki jabłko. Mieszamy. Można zostawić na 10-15 minut by ciasto napęczniało - można smażyć od razu. Na rozgrzaną patelnię wlewamy odrobinę oleju - by była delikatnie natłuszczona i wkładamy łyżką porcję ciasta. Smażymy z obu stron na rumiano-złocisty kolor. Racuchy ładnie wyrosną i to będzie znak, że są gotowe. 

Smacznego! 







Z przepisu otrzymacie dwie porcje takie jak ze zdjęcia. Jeśli chcecie zwiększyć porcję, dodajcie jeszcze jedną szklankę mąki, jedną mleka i jedną łyżeczkę proszku do pieczenia więcej. 




10 sierpnia 2016

Hybryda

Co roku obiecuję sobie poświęcać więcej czasu na dbanie o swoje ciało. Chęci są, ale zapał krótki. Każdy nowy balsam czy pomadka cieszy w użyciu przez chwilę, ale brak mi systematyczności. Gdy byłam jeszcze w ciąży z Borysem, postanowiłam, że gdy urodzę wezmę się za siebie. Zawsze będę mieć zadbane dłonie i stopy, porządnie nawilżone ciało i ładne włosy. Różnie z tym jednak bywa, bo nie ukrywam, że czasem o 23 lub 24 w nocy, gdy mam do wyboru położyć się w końcu spać lub pomalować paznokcie, nałożyć na włosy maskę i zrobić peeling wybieram łóżko. 

Dlatego też w końcu zdecydowałam się zrobić manicure hybrydowy. Nie sama, choć nie wykluczam tego w przyszłości, a w salonie kosmetycznym. Tyle dobrego słyszałam o tak zwanych hybrydach, że musiałam sprawdzić, o co tyle szumu. Całe malowanie z utwardzaniem trwało około godziny a sam lakier ma wytrzymać na paznokciach ok 3 tygodnie. Jedyne czego się obawiam to widoczny odrost, bo moje paznokcie rosną dość szybko. 

Na pierwszy raz wybrałam bezpieczny odcień. Delikatnie rozbielony róż z maleńkimi drobinkami, które są widoczne tylko z bliska. Efekt, który zobaczyłam po skończonej pracy kosmetyczki, przerósł moje oczekiwania. Lakier nałożony jest równiuteńko. Nie ma żadnych zacieków, prześwitów tak jak to np. przy malowaniu paznokci Essie Fiji bywało (podobne kolorki). I jeszcze ten błysk - do tej pory żaden nabłyszczacz nie dał mi takiego. A co najważniejsze, nie mam uczucia "sztucznych paznokci". Drugi raz w życiu jestem zadowolona z tego, co z moimi paznokciami zrobiła kosmetyczka. Zazwyczaj denerwuje mnie każda nierówność a tym razem jest naprawdę idealnie.





Mam nadzieję, że mój zachwyt szybko nie pryśnie ;) 

Macie doświadczenie z hybrydami? Lubicie? Robicie same? Dajcie koniecznie znać!