11 lutego 2016

Slippers Family - poszukiwania kapci idealnych

Poszukiwania dobrych domowych kapci trwają u nas na dobre. Wybór obuwia domowego dla Emila okazał się nie lada wyczynem. Na temat tego rodzaju butów słyszałam i czytałam wiele opinii. U nas jest tak, że Emil je nosi, trochę biega w skarpetkach a trochę na tak zwaną "bosą stopę" - tak podobno najlepiej ... Zaczął się jednak etap biegania - nie chodzenia, rzucania czym popadnie, "chodzenia - nie patrzenia" i bosa stopa już nieraz mocno ucierpiała. Nie tylko stopa, ale i głowa i inne części ciała. Ile to już bucików mieliśmy, które ślizgały się po podłodze, w żaden sposób nie zapewniając bezpieczeństwa.  Kilka dni temu odesłałam kolejne dwie nietrafione pary. Zrobiłam nowe zamówienie i tym razem postawiłam na kapcie Slippers Family. Na żywo zdecydowanie lepiej się prezentują niż na zdjęciach, no ale to nie jest najważniejsze. 

Podobno Slippersy to kwintesencja  wygody i profilaktyki. Kauczukowa podeszwa zapobiega ślizganiu się. Obcas Thomasa odciąża stopę i zapobiega opadaniu do środka - a z tym mamy mały problem. Twardy zapiętek stabilizuje stopę podczas chodzenia. To wszystko obiecuje nam producent. 

Emil biega w nowych kapciach dopiero kilka dni.  Przez te kilka dni zauważyłam, że  suwak z tyłu, który co prawda ułatwia zakładanie, co jakiś czas się rozpina. Jak będzie z dalszym użytkowaniem, dam znać za jakiś czas.









4 lutego 2016

Pudding ryżowy - najlepszy przepis świata!


Pudding ryżowy - najlepszy, jaki jadłam. Lubicie Berliso, deser mleczno ryżowy w różnych wariacjach smakowych?  Jeśli tak to ten przepis jest dla Was! Jeśli nie, to też musicie spróbować, bo ten domowy jest o niebo lepszy. 

Przepis: 

125 g ryżu 
300 ml wody 
1 łyżka mąki ziemniaczanej 
600 ml mleka 
80 g cukru 
1 łyżka cukru waniliowego 
(laska wanilii, odrobina pasty waniliowej lub ekstraktu z wanilii - można pominąć)
cynamon 

Ryż wypłukać, zalać wodą i doprowadzić do wrzenia. Zmniejszyć ogień i gotować ok. 15 minut. Następnie do ryżu wlać mleko (zostawić 2 łyżki do rozmieszania mąki ziemniaczanej) i dokładnie wymiesza. Zagotować, zmniejszyć ogień i gotować kolejne 20 minut. Zdjąć z ognia. 
Po tym czasie:
-jeśli używamy prawdziwej wanilii - dodać ziarenka z jej środka (laskę wanilii przecinamy wzdłuż i nożem wydrążamy jej miękki środek) ew. pastę lub ekstrakt waniliowy; 
- dodajemy cukier, cukier waniliowy oraz mleko wymieszane z mąką ziemniaczaną. 

Wszystko dokładnie wymieszać, ponownie zagotować - trzeba stale mieszać, zmniejszyć ogień i zostawić na ostatnie 5 minut. 

Możecie sami kontrolować konsystencję, ja wolę kleistą, ale nadal odrobinę płynną. Jeśli chcecie by konsystencja była bardziej puszysta, sypka - wystarczy gotować do uzyskania pożądanej konsystencji. 

Teraz najlepsze. Dodatki. U mnie na pierwszym miejscu cynamon. Możecie użyć dowolnych owoców, musów owocowych a dla odważnych - bita śmietana ;) 







2 lutego 2016

ULUBIEŃCY - STYCZEŃ 2016







Styczeń to zdecydowanie miesiąc pielęgnacji. Złuszczanie, nawilżanie i natłuszczanie. Miesiąc systematyczności, której zawsze mi brakowało. Powyżej kilka ulubionych kosmetyków, których najprzyjemniej używało mi się w styczniu. 

Przyzwyczaiłam się już do tego, że moje usta w przeważającej większości czasu  są przesuszone. Widocznie taka już ich natura. Nawilżanie, złuszczanie itp. to efekt chwilowej poprawy. Nie zmienia to faktu, że ich pielęgnacja jest niezbędna. Wróciłam do najlepiej  działającego na moje usta balsamu Tisane. Lubię jego zapach i konsystencję. W kilka chwil po nałożeniu przynosi ulgę, a przesuszenie znika. Miodek! Do pielęgnacji ust dołączyła jeszcze odżywcza pomadka z peelingiem Sylveco. Zawiera naturalne drobinki ścierające w postaci brązowego cukru trzcinowego. Delikatnie złuszcza i doskonale wygładza usta. W składzie jest olej z wiesiołka, wosk pszczeli i masła roślinne, które pielęgnują, zapobiegają wysychaniu i pękaniu ust. 

W okresie zimowym do nawilżania ciała wybieram oliwkę HIPP. Bardzo prosty i przyjemy skład. Idealnie się rozprowadza na skórze, świetnie nawilża i natłuszcza. Uwielbiam jej zapach i stosuję z wielką przyjemnością. 

Suche powietrze, wiatr i niskie temperatury nie służą moim włosom. Nigdy nie miałam z nimi  większego problemu, ale z wiekiem robią się problematyczne. Przechodzą okresy wypadania, są przesuszone i sianowate. W styczniu regularnie zaczęłam wcierać we włosy 100% olej arganowy GlySkinCare. Stosuję na dwa sposoby. Niewielką ilość olejku rozcieram najpierw w dłoniach, a następnie wcieram w końcówki. Dodaję też kilka kropli do maski do włosów. Dzięki tym sposobom są bardziej elastyczne, nawilżone i mniej się puszą. Olejek arganowy nadaje się nie tylko do włosów, zdarza się, że stosuję go również na twarz lub dłonie i paznokcie. Ten zamknięty jest małej ciemnej buteleczce z pipetką, która dodatkowo cieszy oko. 

Nawilżanie skóry twarzy. Na nowo odkryłam hibiskusowy tonik do twarzy Sylveco. Wspominałam już o nim na blogu - klik. Dawniej nie doceniałam tego kroku pielęgnacji i pomijałam go. Po rozmowie z kosmetyczką przekonałam się do stosowania toniku i doceniłam jego działanie. Przywraca skórze naturalne ph, łagodzi podrażnienia, nawilża (jeśli takie ma mieć działanie), przygotowuje skórę na lepsze wchłanianie następnego kosmetyku. Ten z Sylveco dzięki dużej zawartości składników nawilżających, skutecznie zabezpiecza skórę przed utratą wilgoci, zapewniając jej odpowiedni poziom nawodnienia. 

Po raz kolejny doceniłam też podkład rozświetlający Healthy Mix Bourjois. Pokuszę się na stwierdzenie, że najlepszy, jaki miałam. Odpowiada mi jego poziom krycia, to jak stapia się ze skórą i ładnie tuszuje zaczerwienienia. Szczególnie w zimie moja twarz ma z nimi duży problem. Efekt rozświetlenia, którego trochę się obawiałam, jest bardzo delikatny. 

Na koniec ostatnia perełka. Woda perfumowana Hugo Boss Femme. W styczniu pachniałam delikatnym wspomnieniem lata. Trochę frezji, mandarynki, porzeczki, róży ... zapach bardzo kobiecy, delikatny, nieprzytłaczający. Buteleczka po tym miesiącu powinna się również znaleźć w projekcie denko, bo zostało jeszcze kilka psiknięć. 



30 stycznia 2016

Aktualnie czytam ... i polecam.

Lubicie książki? Ja bardzo. Różne. Ciekawe. Niekoniecznie z jednego gatunku. Czytam to , co w danym momencie mnie zainteresuje, pochłania. Na trudne dni w szczególności kryminały, hipnotyzują i pozwalają na totalny reset. Na spokojne dni, szczególnie wieczory np. książki kucharskie. Tak tak, po prostu lubię czytać nowe przepisy, przeglądać zdjęcia. Najbardziej jednak lubię te, w których oprócz przepisów można znaleźć kawałek historii z życia autora lub danej potrawy.  Koniecznie z czymś dobrym do chrupania i picia w pobliżu. Często wybieram też biografie i książki z kategorii biznes, ekonomia, marketing. 

Camilla Lackberg Smaki  z Fjallbacki. Autorka  jest znana z kryminałów, ale napisała też książkę kucharską.  Razem z Christianem Hellbergiem (jednym z najlepszych szefów  kuchni w Szwecji) dzieli się przepisami z dzieciństwa i smakami Szwecji. Pięknie wydana książka z mnóstwem przepisów na dania z ryb i owoców morza - doprawiona zdjęciami, które ogląda się z wielką przyjemnością. 

Tracy Hogg Język dwulatka. Do książek o dzieciach zaglądam sporadycznie. W tym temacie lubię Tracy Hogg. Przeczytałam Język niemowląt tej autorki a teraz ,kupiłam Język dwulatka. Książka z serii poradników, i jak to z poradnikami bywa warto przeczytać, zastanowić się, i ewentualnie przełożyć to na swoje życie, zwyczaje i problemy. Mnie kilka pomysłów w pierwszej części bardzo się spodobało i po małych zmianach udało się wprowadzić w życie. Teraz czas na znacznie starszego człowieczka, który ma już swój charakterek i przyzwyczajenie. 

Sophia Amoruso Szefowa. Światowy bestseller o światowym sukcesie autorki. Autobiograficzna książka, w której autorka odkrywa historię swojego sukcesu i daje kopa do działania. 

Katarzyna Molęda Szwedzi. Ciepło na północy. O cukierkach z solą, życiu bez pralek, zamiłowaniu do kryminałów i nie tylko. Interesująca książka, którą czyta się z wielką przyjemnością. Raczej dla osób, które są ciekawe tego, jak się żyje w Szwecji. Oczywiście, co też zaznacza autorka, to tylko mały kawałek tamtego świata i jej własne spostrzeżenia. 

Kotler PhilipKeller Kevin Lane Marketing. Od ponad czterdziestu lat jest biblią menedżerów, nieustannie wzbudzającą emocje. Budowanie strategii i planów marketingowych, docieranie do trafnych ustaleń badawczych i skuteczne mierzenie efektów działań; utrzymywanie kontaktów z klientami; budowanie silnych marek ... i takie tam tematy, ale nie będę Was nimi zanudzać w sobotnie popołudnie. 

I to wszystko w temacie książek, które obecnie czytam :) Pozostają jeszcze bajki, które czytam Emilowi, ale to już temat na osobny wpis. 




19 stycznia 2016

Ciasteczka kokosowo-bananowe




Środek zimy to idealny czas by przygotować słodką przekąskę. Ciasteczka kokosowo-bananowe są idealne dla dzieci i nie tylko. Miękkie i wilgotne. Jestem pewna, że polubią je wszyscy domownicy. Można wzbogacić ich smak, dodając np. ziarna sezamu, orzechy, przyprawy. Świetnie nadają się na podwieczorek lub jako słodka przekąska w ciągu dnia. Ich przygotowanie jest naprawdę proste, a składniki zazwyczaj są w każdej kuchni. 


Przepis: 
125 g masła 
50 g miodu 
1 łyżeczka proszku do pieczenia 
100 g mąki pszennej 
100 g wiórków kokosowych
100 g bananów (ważymy bez skórki) 
80 g cukru trzcinowego 

Masło rozpuść w niewielkim rondelku, dodaj miód i zestaw z palnika. Mąkę, proszek do pieczenia i wiórki kokosowe dodaj do miski. Banany rozgnieć widelcem na gładką masę. Do suchych składników dodaj masło z miodem i banany. Dokładnie wymieszaj. Ciasto będzie miało tłustą, dość luźną konsystencję. 

Formuj małe kulki o wadze ok 30 g i układaj na blasze wyłożonej papierem do pieczenia (nie za blisko siebie). Delikatnie spłaszcz kulki. Piecz w temperaturze 160 stopni ok 12-15 minut. Brzegi ciastek mają być ciemnozłote a środek złotobrązowy. Zaraz po upieczeniu są bardzo miękkie, ale po chwili delikatnie twardnieją.